La mejor jugada ruleta.

  1. Zagraj W Bingo: Si cierra una apuesta por error, desafortunadamente, no hay nada que pueda hacer en este caso.
  2. Instrukcja Do Gry W Bingo - Si un programa de afiliados de casino cumple con los criterios mencionados anteriormente, el siguiente paso sería registrarse.
  3. Lucky Bity Casino Casino Bonus Bez Depozytu 2025: Los juegos populares de este casino se seleccionan y mejoran para brindar la mejor experiencia a los jugadores.

Como jugar para ganar en las maquinas tragamonedas.

Slot Gemix 100 By Playn Go Demo Free Play
La transparencia y el juego limpio son signos de un buen casino.
Slot Crystal Quest Arcane Tower By Thunderkick Demo Free Play
Estas también se conocen como ganar o no ganar o apuestas correctas o incorrectas.
Algunas chicas de aspecto elegante te invitarán a la ranura.

Numeros del 1 al 100 bingo.

Kasyno Onlinr
Cuando juegas al baccarat, es importante que te decidas por una estrategia de salida claramente definida antes de empezar a jugar.
Darmowe Spiny Merry Fruits Bez Depozytu
Cuando dos druidas se unen, el jugador gana varios giros gratis dependiendo de la cantidad de símbolos comodín que aparezcan.
Co To Są Spiny

literatura faktu,  varia okołoliteracka

Niebo nad World Trade Center

11/09/2001. Mam 15 lat, ale nie mam czasu. Prosto ze szkoły na warszawskim Powiślu jadę na Plac Zbawiciela. Do metodystów, na angielski z panią Kęsik, która, mam przeczucie graniczące z pewnością, przejedzie po mnie jak czołg, załatwi to szybko i ze złośliwym uśmieszkiem (który jednak poniekąd lubię). Zastanawiam się nad tym, czy nie uciec z zajęć kolejny raz, czy nie zadzwonić do starszego kolegi, fotografa, w którym się mniej lub bardziej skrycie (w jego oczach pewnie jednak mniej) podkochuję i wybrać spacer po Polu Mokotowskim zamiast lekcji z anglistką o iście niemieckim usposobieniu. Ale nie, dziś zostanę. Na Zbawixie, który jeszcze przecież nie jest Zbawixem, nie ma tysiąca restauracji i kawiarni, a i tęcza też jest melodią przyszłości. Ale wczesną jesienią i tak jest pięknie. Docieram pod klaustrofobiczną salkę w niepamiętającej remontu szkole, i razem z pozostałymi towarzyszami niedoli czekam na nauczycielkę. Pani Kęsik wpada i ogłasza, że zajęć nie będzie. Coś się stało. W Nowym Jorku. Możliwe, że będzie wojna. Wracajcie do domu. Wracamy przerażeni, bo nikt nie powiedział nam, o co chodzi. Wojna? Jaka wojna? Co mamy my do Nowego Jorku? Mój telefon, Nokia 3310, nie jest doładowany, zadzwonić nie mogę. Internet znam tylko z kafejek. Wracam tak szybko, jak umiem i zastaję rodziców ze wzrokiem wlepionym w ekran telewizora. W czasie, kiedy jechałam z centrum, w drugą wieżę World Trade Center uderzył kolejny samolot. Niedługo później trzeci, dzięki poświęceniu załogi, nie wbił się w budynek Pentagonu.

Każdy z nas, kto ma wystarczająco dużo lat, pamięta, co dokładnie robił po godzinie 15, 11 września 2001. Coraz częściej zresztą rzeczywistością, którą znamy, chwieją wydarzenia na tyle traumatyczne i spektakularne, że pozostaną na zawsze wryte w kolektywną świadomość świata (mam oczywiście świadomość, że to uproszczenie, bo chodzi o tę część świata, która ma stały dostęp do informacji). Ale dla mnie to był pierwszy taki raz, w czasie obrad Okrągłego Stołu byłam za mała.

Minęło już 16 lat, a ja mam wrażenie, że pamiętam niesmak w ustach, wywołany po części kawą z automatu u metodystów, po części emocjami, jakich doświadczałam, obserwując w telewizji Manhattan tego dnia. Mimo, że atak na WTC nie dotknął mnie w żaden sposób osobiście, miałam mieszane uczucia kiedy przy okazji wizyty w Nowym Jorku, postanowiłam odwiedzić National September 11 Museum. Niepotrzebnie. To miejsce wybudowane ze smakiem, elegancją i wyczuciem (architekci: Michael Arad, Peter Walker, Daniel Libeskind). Nic tam nie krzyczy, wszystko przemawia. Tak właśnie powinno się budować pomniki i muzea trudnej przeszłości.

Fundamenty dwóch wież WTC (tak nielubianych przez nowojorczyków, przynajmniej dopóki nie upadły) przerobiono na pomnik — dwa ogromne baseny–fontanny otoczone tablicami z nazwiskami tych, którzy zginęli. Przeczytałam gdzieś, nie pamiętam, czy u Rittenhouse czy Sławińskiej, że długo zastanawiano się nad sposobem umieszczenia nazwisk w odpowiedniej kolejności i wymyślono sposób, moim zdaniem idealny. Zaprojektowano program komputerowy, który po wprowadzeniu danych, ułożył nazwiska tak, by obok siebie byli ci, którzy i umierali obok siebie.

DSC_0795

DSC_0796

Ekspozycję wewnątrz muzeum podzielono na dwie części. Pierwsza jest ogólna. Zobaczyć w niej można między innymi zniszczone schody ewakuacyjne, fragment iglicy, zniszczony wóz strażacki, słup z gruzowiska, kamień węgielny czy zbrojenia fundamentów WTC.

DSC_0802

DSC_0813

DSC_0815

Drugiej części wystawy nie można fotografować i paradoksalnie, głębiej zapadła mi w pamięć niż pierwsza. Można tu wysłuchać całych godzin nagrań telefonów pracowników WTC na numery alarmowe (na schematycznym rysunku budynku wyświetla się miejsce, z którego dzwonili — tym bardziej przerażające, jeśli było powyżej miejsc, w które wbiły się samoloty, dla nich nie było już nadziei, a jednak słychać ich, żywych, zdezorientowanych). Można też obejrzeć nienaruszone, pokryte kurzem i gruzem okoliczne wystawy sklepowe, rowery przypięte do nieistniejących już latarni, bilety do kin i teatrów na wieczór tego dnia, po którym miasto zmieniło się nie do poznania. Wszystkie przedmioty, dowody i świadectwa chwili zatrzymanej w stopklatce, po której nie było już play. Gula w gardle rośnie, a łzę można otrzeć dyskretnie wystawionymi chusteczkami. A potem wyjść z przyciemnionych sal muzealnych na pełne słońce Manhattanu, by zobaczyć teraźniejszość i przyszłość — nieodróżniający się od nieba gmach World Trade Center One.

DSC_0782

No właśnie, niebo. Na koniec zostawiłam opis chyba najpiękniejszego pomnika, jaki znam, a który można oglądać w 9/11 Museum. To artystyczna wizja Spencera Fincha, zatytułowana „Trying to Remember the Color of the Sky on That September Morning”* i opatrzona cytatem z „Eneidy” Wergiliusza: „No Day Shall Erase You from the Memory of Time”**. Składa się z 2983 (liczba ofiar 9/11) kwadratowych rysunków o unikatowym odcieniu błękitu. Prawdziwy i jedyny w swoim rodzaju pomnik wystawiony czemuś tak ulotnemu jak pamięć.

DSC_0812

A Wy jak pamiętacie niebo i inne fragmenty rzeczywistości z tego dnia?

* „Próbując zapamiętać kolor nieba tego wrześniowego poranka”

** „Żaden was dzień nie wymaże z pamięci późnych wieków” (tłum. Zygmunt Kubiak)

6 komentarzy

  • Annie

    Przepiękny tekst! Byłam w Nowym Jorku mięsiąc temu, więc wrażenia mam bardzo ‘na świeżo’… to muzeum zrobiło na mnie piorunujące wrażenie – szczególnie sala ze zdjęciami ofiar, jak również nagrania rozmów telefonicznych… a później wyszłam na słońce i łzy mi leciały, gdy patrzyłam na zachwycające, dumne One World Trade Center i białe róże wetknięte w nazwiska osób, które danego dnia obchodziłyby urodziny…. Oprócz niesamowitej instalacji Fincha mocne wrażenie zrobiła też na mnie ta czarna okładka New Yorkera po zamachach – nie widziałam jej wcześniej… Nawet pisać o tym nie umiem, bo zaraz się wzruszam. Doskonale pamiętam dzień 11/9 i jak bardzo zmienił on wówczas moje dziecięce postrzeganie świata…
    P.S. Do jakiej szkoły chodziłaś na Powiślu? Ja do Batorego 🙂

    • kotnakrecacz

      I przypomniałaś mi o innych rzeczach z tej wystawy. Aż mam ciarki. Świetne muzeum, naprawdę, chyba najlepsze, w jakim byłam.
      Na Powiślu chodziłam najpierw na Fabryczną (po sąsiedzku z Batorym;)), potem Drewnianą, a na końcu już w centrum, do Reja 🙂

  • Qbuś pożera książki

    Dziwny urok czasów przed-powszechno-internetowych. Ja wtedy trenowałem wioślarstwo, szkołę zawsze miałem rano, więc mój tydzień wyglądał tak: z samego rana do szkoły z odległej dzielnicy Bydgoszczy, na obiad do babci, stamtąd na 16 na trening, a po treningu (ok. 19) do domu. W tym autobusie na koniec dnia już coś wyczuwałem, ale dopiero gdy dotarłem na wieczór do domu to się dowiedziałem. Do późnej nocy siedziałem przed CNN.

    Co ciekawe – teraz pracuję w firmie, które miała biura w WTC…

    • kotnakrecacz

      No tak, ale co urok, to urok. Analogicznie rzecz ujmując, wspomnienia z innej kolektywnej traumy, z 2010 roku, są już zupełnie inne.

      PS Wow, wioślarstwo <3

  • Czepiam się książek

    Bardzo sugestywnie opisałaś TEN dzień z Twojej perspektywy. Podziwiam Cię za też za to, że masz swoje alternatywne miejsce w świecie, któremu jesteś wierna. Na pewno wiesz, co mam na myśli 🙂

    Też bardzo dokładnie pamiętam dzień zamachu. Byłam w autobusie szkolnym, kiedy pierwszy raz usłyszałam w radio, co się dzieje. Było po 14. W ogóle to do mnie nie dotarło. Jakby to był sen. Wysiadłam z autobusu i mówię mamie, co usłyszałam w radio (mama była nauczycielką), a ona, że bredzę, coś musiałam źle zrozumieć. W domu odpalamy telewizor… Płakałyśmy przed telewizorem. To było przerażające. Zadzwonił telefon. Zmarła moja ciocia. Wiem, to nie ma związku, ale właśnie tak zapamiętałam ten dzień. Jako podwójną tragedię. W sensie mikro i makro. To że zginęły setki, tysiące ludzi może się łatwo zamienić w statystykę, ale każda poszczególna śmierć się liczy, każdy człowiek, dopiero wtedy jest to prawdziwa strata, żałoba. Myślę że pomnik i wystawa, o których piszesz akcentują właśnie tę jednostkowość i pozwalają upamiętnić ludzi indywidualne nie w “zbiorowej mogile”. To ważne bardziej, niż może się zdawać.

    • kotnakrecacz

      Tak właśnie dlatego to muzeum jest takie wyjątkowe — nie chodzi o patriotyczny kult narodu, jak to u nas często ma miejsce, ale o jednostkowy ból, historię mikro nakładającą się na makro, zupełnie jak u Ciebie w rodzinie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *