
“Czarnobyl” – fragment protokołu po spotkaniu KK
19.04.2015
27
Z karygodnym opóźnieniem niniejszym przekazuję na ręce (niekiedy sześciopalczaste z wiadomych czarnobylskich powodów) Szanownych Członkiń protokół po „Czarnobylu” widzianym włoskimi oczami Francesco M. Cataluccio.
Żarcie było iście… radioaktywno-nuklearno-czarne (uff), bowiem raczyłyśmy się:
Sama książka wywołała niemałe emocje, bowiem większość z nas miała jej już serdecznie dość. Merytorycznie najlepiej przygotowana była Anna zaopatrzona w notatnik oraz wszechstronną wiedzę, zarówno historyczną, jak i medyczną. Moje przygotowanie oparło się raczej na wyszukaniu miasta Tschernobyl w 99-letnim poniemieckim atlasie.
Wszystkie zaś ustaliłyśmy, co następuje:
- Najwyraźniej autor sam nie wiedział, o czym planuje pisać, bo ilość i jakość poruszanych wątków jest porażająca, że nie wspomnę o tym, że książka ma zaledwie 150 stron.
- Mamy tu więc Czarnobyl historyczny, Czarnobyl postkatastroficzny, Czarnobyl przejęty przez siły szatańskie, wreszcie Czarnobyl współczesny. Ale też i wcielenia autora są nie bez znaczenia – jest filozofem, psychiatrą, żołnierzem, turystą, polonofilem etc. Zmęczyło mnie samo wymienianie
- Wrażenie zrobiły na nas opisy czarnobylskiej ciszy, barw krajobrazu po katastrofie i różnic w ich postrzeganiu, także informacja o tym, że Czarnobyl nie pachnie.
- Zosię szczególnie wzruszył fakt, że autor dokładnie opisał przebieg 29. Dnia maja 1986 roku, a więc daty dla rzeczonej, ekhm, kluczowej 😉
- Słowem – za duży miszmasz, bo ani to reportaż ani wspomnienia, ani nawet monografia, ale przeczytać można.

