Tylko matka Roya Jacobsena na klubie książki

Wydanie każdej nowej książki Roya Jacobsena z serii Barroy (która najpierw miała być trylogią, a skończy prawdopodobnie jako pentalogia) jest dla mnie i członkiń mojego domowego Klubu Książki jak święto. Wyspiarscy bohaterowie, życie wyznaczane przez pory roku, surowy klimat i krajobraz Norwegii, morze, bezkres i ograniczenie jednocześnie. W „Tylko matce” znana czytelnikom z poprzednich części[…]

„Na zawsze w lodzie”

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się kolejna, klasyczna już, pozycja z gatunku literatury polarnej  – „Na zawsze w lodzie” Owena Beattiego i Johna Geigera. Pierwsze wydanie tej książki ukazało się w Kanadzie 35 lat temu, teraz uzupełniono je o przemowę Margaret Atwood oraz posłowie dotyczące odnalezienia u wybrzeży północnej Kanady wraków Erebusa i Terroru –[…]

Zmiany, zmiany, zmiany…

Jak niektórzy z Państwa może już wcześniej zauważyli, Kronika kota nakręcacza zniknęła z blogosfery, a właściwie nie tyle zniknęła, ile przepoczwarzyła się w Punkty widzenia. Oto, co (i dlaczego) się zmienia: ♣ Życie rodzinne i zawodowe pochłonęło cały mój zapał do pisania, co łatwo było zaobserwować w częstotliwości publikowania recenzji. ♣ Czytam nadal dużo, ale[…]

Podziemie – Haruki Murakami w odsłonie reporterskiej

„Podziemie” to reporterski debiut (i jak dotąd także jedyna pozycja z dziedziny literatury faktu) Harukiego Murakamiego. Na wydanie w Polsce czekał prawie ćwierć wieku, a i to nie przebiegło bez kontrowersji, bowiem polski przekład jest przekładem (bardzo zresztą dobrym, wszak Michał Kłobukowski to solidna firma) z języka angielskiego, nie japońskiego. Sięgałam po „Podziemie” nie bez[…]

Niezłomny Ernest Shackleton i jego towarzysze

Zostanie zapamiętany nie tyle dzięki własnym osiągnięciom, jak choćby przez wyprawę z 1909 roku, podczas której dotarł na południe dalej niż ktokolwiek przed nim – ale dzięki temu, co potrafił wykrzesać z innych ludzi. U źródła jego daru przywództwa w czasie kryzysu leżało niewzruszone przekonanie, że zwyczajni ludzie są zdolni do bohaterskich czynów, jeśli tylko[…]

Zimowe notatki z lektury „Spisu lokatorów” i „Nie ma takich kobiet”

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam Wydawnictwo Warstwy. Głównie ze względu na specyficzne zjawisko, które roboczo nazywam sobie redakcyjnym i typograficznym szacunkiem do czytelnika. Każda książka Warstw, która do mnie trafiła była małym wydawniczym arcydziełem (co tłumaczy fakt, że żadna z nich nie miała wersji elektronicznej), zarówno pod względem zawartości, jak i „opakowania”. Nie inaczej jest[…]

Holo-polo, czyli przepis na spore pieniądze wydawców i święte oburzenie specjalistów

Zaleją nam rynek! To koniec kultury! Co jeszcze może być w Auschwitz w tytule? Gorzej być nie może! Osiągnęliśmy dno! Co za ciulowe okładki! Ta moda nas wykończy! Kto w ogóle czyta to badziewie? Oto garść cytatów wyrażających święte oburzenie wobec obecnego trendu na rynku książki, który to trend ktoś (niestety nie ja) nazwał zgrabnie[…]

Warszawa, XVII-wieczny „Gościniec” Adama Jarzębskiego i rekonstrukcje Tomasza Kulsa

Józef Ignacy Kraszewski w XIX wieku pisał w „Kopciuszku” o Warszawie tak: „Poczciwa Warszawa jest często dobroduszna i łatwowierna, choć oba te przymioty drogo opłaca”, a nie był przecież świadkiem większości historycznych i politycznych katastrof (a czasem po prostu zmian), które dotknęły miasto. Pożary, przebudowy, szwedzki potop, powstania narodowe, wojny światowe, powstanie w getcie, powstanie[…]

Haruki Murakami w „Pierwszej osobie liczby pojedynczej”

Nie jest tajemnicą, że Haruki Murakami to jeden z najważniejszych pisarzy w mojej czytelniczej (i w ogóle literackiej) historii, nazwa blogu nie jest przecież przypadkowa. Od 20 lat czekam na kolejne powieści i zbiory opowiadań, a kiedy się ukazują, rzucam absolutnie wszystko, by zanurzyć się w lekturze. Tak było i tym razem, ale…. No właśnie.[…]

Bez winy – ale czy na pewno?

Wygląda na to, że ostatnimi czasy dopadają mnie powieści trudne, mroczne, wymagające i wyczerpujące. W dodatku niebezpiecznie miejsca ich akcji leżą niebezpiecznie blisko koła podbiegunowego, co tylko dodatkowo potęguje ponury nastrój i chłód odbioru. Uwielbiam prozę Michaela Crummeya, autora nowofundlandzkiego, którego powieści niejednokrotnie mroziły mi krew w żyłach lub dostarczały nietuzinkowych wrażeń. Nie miałam wątpliwości, że[…]